Postanowiłam podzielić się z Wami moją historią – był mroźny luty 1997 roku. Szalała zima – zresztą mieszkam prawie w Sudetach więc to u nas nic dziwnego. Jechaliśmy z żoną w Tatry na wymarzony, długi urlop.

Na dachu wieźliśmy narty. Pewna ponoć dobra wróżka (z portalu Viversum) kilka dni wcześniej przepowiedziała nam, że będziemy mieli jakieś problemy. I faktycznie 30km od celu samochód stanął a spod maski zobaczyliśmy dość sporą smugę dymu. Niestety to było to czego się spodziewaliśmy. Uszkodzenie silnika! Już wcześniej mechanik nie zalecał podróży, jednak nasz Ford Fiesta wydawał się naprawdę solidną maszyną. Niestety zawiodłem się na nim po raz pierwszy w tak poważny sposób. Sumarycznie jednak cieszyłem się, że mam wykupione autocasco.

Dzięki niemu żaden tarot nie był mi straszny. Pomoc drogowa była już po godzinie a zastępczym samochodem pojechaliśmy w góry. To były niezapomniane wakacje nie tylko z powodu wspaniałych krajobrazów niepowtarzalnego tatrzańskiego klimatu. Również nasze małe problemy techniczne utkwiły nam na długi czas w głowach.

Related Posts: